Blog
Marian Guzek
Marian Guzek
Marian Guzek Profesor ekonomii Uczelni Łazarskiego
3 obserwujących 47 notek 37206 odsłon
Marian Guzek, 16 stycznia 2014 r.

Ignorowane schody cenowe do strefy euro

Obiektywnie biorąc, nie wszyscy sądzą, że po przystąpieniu do strefy euro może tylko zdrożeje kawa i jakieś drobiazgi. Ci, co tak nie sądzą, nawet ostrzegają, że w unii monetarnej mogą występować szoki, więc trzeba wynegocjować jakieś transfery dochodu narodowego w skali całej strefy, aby pomóc krajom biedniejszym. Jednocześnie muszą być nałożone jakieś hamulce na władze państw, aby nie pozwalały sobie na lekkomyślne zwiększanie wydatków. Sprawa jest jednak poważniejsza niż przejściowe szoki. A o jej powadze świadczy fakt, że strefa euro kruszy się w całym regionie krajów biedniejszych i rodzi podejrzenia, że jej główne przyczyny to rozrzutność Greków i nieroztropność władz państwowych tego regionu. W rzeczywistości kraje te potykają się na schodach, których nie widać, a w ogóle można je zauważyć dopiero wtedy, gdy zestawi się obok siebie dwa modele dostosowane do porównań na podstawie teorii Dawida Ricardo i Wilfreda Pareto. Oczywiście, ograniczę się tu do wyjaśnień przystępnych dla nieekonomistów.

 

Jak oddziałuje na ceny wolny handel i integracja bez unii monetarnej?

Przed pierwszym maja 2004 roku, czyli dniem naszej akcesji do Unii Europejskiej, chyba większość Polaków sądziła, że pełne członkostwo w tym ugrupowaniu nie wywoła istotnych zmian naszych cen rynkowych. Taki pogląd był bowiem upowszechniany  przez instytucje rządowe, lecz jego głównym autorem i głosicielem w mediach był sam Balcerowicz. Gdy okazało się, że  w następnych dniach zaczęły mocno wzrastać ceny rynkowe towarów konsumpcyjnych, społeczeństwo uzyskało najszybsze objaśnienie tego zjawiska w wywiadzie telewizyjnym z właścicielką straganu na poznańskim targowisku. Brzmiało ono: „Panie redaktorze, przecież od wczoraj po towary podjeżdża tyle ciężarówek z Niemiec, że towary szybko znikają, a jak rośnie popyt, to i cena musi rosnąć”. Wkrótce Janusz Jankowiak opublikował artykuł, w którym uogólnił pierwsze doświadczenia wolnorynkowe, stwierdzając, że zniesienie pozostałości systemów ochronnych w postaci ceł i instrumentów pozataryfowych w obrotach wzajemnych Polski i Unii musiało doprowadzić do wzrostu cen towarów, na które zwiększył się popyt, a jednocześnie do spadku cen towarów, których dostawy z Unii zwiększyły podaż na naszym rynku. Nie było słychać, aby Balcerowicz zmienił swój pogląd o neutralnym wpływie integracji międzynarodowej na kształtowanie się cen wewnątrz ugrupowania. Po jakimś czasie powstało jednak wrażenie, że wolny handel spowodował dostosowanie się do siebie poziomów cen w takim stopniu, że staliśmy się już Zachodem, ale tylko cenowym, a nie płacowym.

 

Na razie mamy Zachodnie relacje cen,  a niekoniecznie ich poziomy

Przekonanie, że przy zachowaniu odrębnych walut musi nastąpić pod wpływem wolnego handlu wyrównanie poziomów cen krajowych z poziomami cen zagranicznych jest mylne. Wprawdzie musi nastąpić wyrównanie cenowe, ale nie poziomów, lecz relacji cen. To oznacza, że jeżeli w Polsce za jeden rower możemy kupić 40 par tenisówek, a w  Niemczech dwadzieścia (przy założeniu jednakowej jakości), to firma niemiecka dostarczy nam rower za 40 par tenisówek, za które u siebie kupi dwa rowery. W tym samym czasie polska firma zawiezie do Niemiec 40 par tenisówek, a przywiezie za nie dwa rowery. Obie firmy będą tak działały, aż ustali się jednakowa w obu krajach relacja cen między tymi towarami, na przykład umożliwiająca zakup jednego roweru za trzydzieści par tenisówek. Ale w dalszym ciągu polski obywatel może uważać, że oba te towary są u nas znacznie droższe niż w Niemczech, bo za rower trzeba będzie wydać 40% przeciętnej płacy, podczas gdy w Niemczech tylko 10%. Nasz rząd może jednak spowodować, że  te towary będą dla Polaków tańsze, jeżeli zmiana kursu złotówki do euro doprowadzi do tego, że  oba staną się opłacalne w imporcie, więc zwiększy się ich podaż na rynku wewnętrznym, powodując spadek cen w złotówkach.

 

Wyrównanie poziomów cen dopiero w unii monetarnej

Mechanizm rynkowy nakłania firmy do dokonywania odpowiednio dużego eksportu i importu, aby relacje cen krajowych zrównały się z relacjami cen zagranicznych, gdy jeszcze nie ma unii monetarnej. Tak samo skutecznie działa ten mechanizm wewnątrz unii monetarnej, lecz prowadząc firmy do dostosowania wielkości eksportu i importu do wyrównania (w jednakowej walucie) poziomów cen, jeśli nie uwzględniać kosztów transportu i innych podobnych składników ceny. Odchylenie w danym kraju np. poziomu ceny węgla poniżej ceny przeciętnej w strefie euro, musi skłaniać firmy zagraniczne do zwiększania importu tego węgla, aż oba poziomy jego ceny się wyrównają. Oznacza to wzrost ceny w kraju eksportującym, a spadek w krajach importujących.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Tematy w dziale